2019 - wiem, że będziesz najlepszy!




Nadszedł czas aby powoli pożegnać ten rok.

Rok, który obfitował w wiele cudownych, przyjemnych momentów, ale zarówno w wiele łez czy też smutku. Kiedy przeanalizowałam sobie całe dwanaście miesięcy, mogę stwierdzić iż kwalifikuję go do dobrze przeżytego roku!

Nowy rok, kojarzy się z zupełnie czystą kartką. Z czymś nowym, lepszym. Czymś, co dziś planujemy a gdy nadejdzie - zaczniemy realizować.


Osobiście ogromnie się cieszę, że wreszcie nadchodzi coś nowego. Nieskazitelny rok, który wiem - że będzie najlepszy! Obfituje on w jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu, a mianowicie... zostanie żoną!

Tak, tak, tak! To właśnie w sierpniu, wychodzę za mąż, za najfajniejszego mężczyznę na świecie! Dlatego tak bardzo się cieszę, że ten rok już się kończy a nadchodzi... NASZ ROK. Dlatego nikomu, nie dam go spieprzyć!

Mówi się, że kiedy spotkasz tę właściwą osobę, to po prostu to wiesz. To szalone, ale… będziesz po prostu to wiedzieć”

I to prawda.
Od 2013 roku wiedziałam, że Andrzej będzie tym jedynym. Przyjacielem, narzeczonym, mężem, ojcem naszych dzieci oraz moim drogowskazem, który mnie kieruje - gdy zbłądzę.

Tak się ogromnie cieszę, że jestem szczęśliwa. 
Mam wszystko co najważniejsze.

Wiele się nauczyłam, wiele dostrzegłam, doceniłam, odtrąciłam. Ten rok pokazał mi i nauczył podejmować dobre decyzje, a także...

Ten rok,

  • nauczył mnie mówić "nie", gdy wypadało powiedzieć "tak",
  • pokazał, że mimo iż "bliscy" podkładają kłody pod nogi, to "dalecy" wyciągają rękę
  • nauczył mnie, jak zadbać o swój wewnętrzny spokój
  • nauczył mnie doceniać chwile z bliskimi, ponieważ śmierć może przyjść "od tak"
  • nauczył ufać, przede wszystkim samej sobie
  • dał mi to, a raczej "zapracowałam" na to, że mogę pozwolić sobie na wiele materialnych rzeczy
  • pokazał, że ograniczenia są w mojej głowie - serio, nigdy bym nie przypuszczała, jak wiele można wypracować samemu
  • a najważniejsze jest to, że ten rok.... po raz kolejny był spędzony z najważniejszymi osobami, czyli rodziną i Andrzejem. Za co jestem ogromnie wdzięczna!

To tylko namiastka. Jednak najważniejsze to zdawać sobie sprawę i docenić, to co się ma i pamiętać, iż tylko od nas zależy, gdzie postawimy sobie górną granicę. 

Ludzie nie potrafią pisać/mówić o szczęściu, o tym że potrafią, o tym że realizują cele, o sukcesach. O wszystkich dobrych rzeczach (częściej wybierają tą drugą stronę). Ja się nauczyłam, a czy Ty to zrobisz? Jeżeli dzisiaj rano obudziłeś się bardziej zdrowy niż chory, jesteś większym szczęśliwcem niż milion ludzi, którym nie da się dożyć końca tego tygodnia. Jeżeli w Twojej lodówce jest jedzenie, masz w co się ubrać, gdzie mieszkać i spać, jesteś bogatszy niż 75% ludzi na świecie. Jeżeli masz pieniądze w banku lub portfelu, należysz do 8 procent najbogatszych ludzi na świecie. Jeżeli chodzisz z podniesioną głową, masz uśmiech na twarzy i jesteś naprawdę wdzięczny za wszystko, co posiadasz, jesteś szczęśliwcem, ponieważ większość ludzi tego nie robi, mimo że by mogła.


A wy, zaliczacie 2018 do udanych?

Przepraszam bardzo, nie będę siedzieć cicho!



Przyznam szczerze, iż zamierzałam się nie wypowiadać na ten temat. Na temat tego, co się dzieje w sieci. Mam na myśli: instagram, blog = OSZUSTWO.

Dlaczego oszustwo?


Dziś za kilka złotych, kilkanaście możesz sobie kupić "popularność" influencera, bloggera - z koziej dupy. Za przeproszeniem. Nie mogę patrzeć, jak boty szaleją na co trzecim, powiedzmy "popularnym" instagramie. Widać to gołym okiem, co więcej ukazuje nam to między innymi strona Kokohash w której można w prosty sposób sprawdzić kto z nich korzysta. Uf, jak dobrze że przypadkowo na nią trafiłam!


Pierwsze osoby/sytuacje które przychodzą mi na myśl:
  • Ola Nowak? U niej, nie ma chociażby jednego komentarza danego od siebie - wszystko generuje bot. Co więcej, wiem że jest jedną z najliczniej sprawdzanych osób na powyższej stronie. Dziwne, prawda? ciekawe czy do chłopaka swojego też bot wysyła jej wiadomości. 
  • Ostatnio Rafał Maślak komentował mi zdjęcia! 
  • Jakiś Masterchef oraz Ola Gościniak (Jestem Interaktywna) obdarzyła mnie followe, na 10 minut bodajże.
Co więcej, rozśmieszyło mnie strasznie - nie wiem czy wiecie? Jak Anna Wendzikowska kupiła sobie 295 tysięcy followersów na instagramie. Serio? Uważa że wtedy goście z islamu będą ją komentować, lajkować? Przecież powoli to wszystko będzie jej znikać. Więcej na ten temat możecie zobaczyć we wpisie Bartosza Pańczyka TUTAJ.


Kocham patrzeć, jak robi się z ludzi baranów. Mnóstwo nowych kont w stylu "poszukujemy osób do promowania nike/aboutyou" itp, gdzie ludzie masowo udostępniają na swoich tablicach zdjęcia z informacją, oznaczaniem i  tym podobne, no ale a nóż, może się uda! Uda mi się dostać za darmo koszulkę albo buty? Jednak mało co z nich, wie że to zwykły fejk. Takie konta gdy zbiorą wystarczającą ilość follow, na momencie są sprzedawane, np. na allegro.
Co więcej, strasznie mnie wkurzają konkursy, w których trzeba obserwować 30 blogerów/influencerów  (nie ważne, czy są fajni czy nie, czy coś ciekawego wnoszą czy nie) aby coś wygrać. Serio? Niech jedna, czy dwie osoby zorganizują takie coś, a nie 30! Niestety jest to dla mnie straszną głupotą. Gdzie znów mamy do czynienia z nabijaniem follow, przy czym chwalimy się w co drugim instastory ile to osób nas obserwuje, tworzy społeczność a gdy wystuknie np. 10k follow, dziękowaniem "za to że jesteście ze mną!" - jestem, bo coś chcę kur*a wygrać, a nie przez to że Cię lubię. Więc pozdrawiam serdecznie i gratuluję jeszcze więcej takiej społeczności.

Wzrost i spadek followersów możesz zaobserwować na stronie Socialblade

Niedawno na blogu zdążyłam zauważyć, że coraz więcej jest komentarzy od osób na których klikając przekierowuje na różne pożyczki, nieruchomości i tak dalej. A jeszcze niedawno, tego na prawdę nie było!

Ostatnio obiła mi się o uszy, ostra akcja gdzie bot (kojarzę blogerkę/influencerkę) skomentował zdjęcie chorego dziecka - w typie "pięknie wyglądasz (coś tam, coś tam)"a ja - wtedy już pękłam. 

Olewać, olewałam. Wiem że ludzie potrafią po trupach dojść do celu, ale jak takie buractwo ma miejsce, to przepraszam bardzo, nie będę siedzieć cicho. 

Kiedyś z zachwytem patrzyłam na wiele kont, wręcz uwielbiałam je za to co tworzą, podziwiałam społeczność. Jednak... co to za społeczność która jest zwykłym oszustwem? 

Nie chcę na to patrzeć, nie chcę w tym uczestniczyć. Gdy coś takiego rzuci mi się w oczy - na momencie przestaję obserwować i... zgłaszam. Tak zgłaszam wiele razy. Siedząc w pracy przy kawie, czy też w idąc na zakupy. Nie będę siedzieć cicho, dopingować, uśmiechać się i podziwiać. Znam wiele dziewczyn, które korzystają z powyższych form pomocy, przy czym później w Instastory opowiadają jakie to straszne - a ja? mam ochotę im plunąć w twarz (chociaż jeszcze nigdy, nikomu tego nie zrobiłam).
Mogłabym olać, jak olewałam przez pewien czas  - jednak coraz to większy wysyp stron, w których można wiele posprawdzać, dał mi cholernie do myslenia. A ja? jestem częścią społeczności. Blog to moja pasja, w jakimś stopniu forma zarobku, ale jak widzę to co się dzieje... to przekracza ludzkie granice.

Wiec, przepraszam bardzo - nie będę siedzieć cicho.





6 książek dzięki którym ruszysz tyłek z łóżka!


Na ten wpis zbierałam się od dłuższego czasu. Jak wiecie (albo i nie?) posiadam spory zakres książek z kategorii rozwoju osobistego. Dziś pragnę Wam pokazać, najlepsze najlepsiejsze najnajnaj książki, które z czystym serduchem bym wam poleciła!



Nareszcie mam czas
"Nie potrafisz pozbyć się uczucia, że zawodzisz jako partner, rodzic i przyjaciel, że nie nadążasz i nie działasz, tak jak byś chciał; że nie udaje ci się prowadzić takiego życia, na jakie liczyłeś. W dzisiejszym świecie, gdzie wszystkiego jest za wiele, zdarza się to bardzo często.
Mamy nadmiar pracy do wykonania, obowiązków domowych, nadmiar kanałów komunikacji, nadmiar konkurencji, nadmiar niepewności i nadmiar informacji, i usiłujemy za tym wszystkim nadążyć, ale oczywiście zostajemy w tyle i w rezultacie dręczy nas poczucie niepowodzenia, z którego trudno się otrząsnąć."

Co więcej...

"Cierpimy na nadmiar wszystkiego. Mamy za dużo pracy, za dużo informacji, za dużo presji. Tylko w dniu dzisiejszym pochłoniemy treści odpowiadające zawartości 174 gazet (pięć razy więcej niż w roku 1986). W czasie, jaki zajmie wam przeczytanie tej strony, zostanie wysłane 300 milionów e-maili. W ostatniej minucie zamieszczono na YouTubie materiały, których obejrzenie zajęłoby trzy dni. W ciągu ostatnich dziesięciu sekund 100 osób odkryło Internet i pocztę elektroniczną, dołączając do prawie trzech miliardów użytkowników i już w tej chwili oni również powiększają informacyjny jazgot. W 2010 roku oszacowano, że przeciążenie informacyjne kosztuje gospodarkę amerykańską bilion dolarów rocznie..."

Książka mnie zaciekawiła już od pierwszej strony. Autor ukazuje jak panować nad własnym życiem. Przyznam szczerze, że bardzo zmienia tok myślenia!

Nic więcej Ci nie powiem!

Trening Ikigai

Czy kojarzycie filozofię życia ikigai? 
„Ikigai to japońskie słowo które nie ma precyzyjnego odpowiednika w innych językach. Ikigai to sens życia, marzenie, które pozwala ci wstawać codziennie rano z pokładami energii. Japońskie słowo składa się z dwóch innych iki – oznacza „życie” lub „bycie żywym” – oraz gai przekładane jako „być wartym i mieć wartość”. Dosłowne tłumaczenie ikigai brzmiałoby więc: „coś, z powodu czego warto żyć”. Zdaniem Japończyków każdy z nas skrywa w sobie swoje własne ikigai – a może nawet kilka – choć bywa, że jesteśmy tego zupełnie nieświadomi”

Jeśli masz ochotę zmienić coś w swoim życiu, być szczęśliwym (co więcej, pracować nad tym szczęściem), robić coś dla siebie (uczyć się żyć - dla siebie) - to właśnie pozycja dla Ciebie! 

Książka podzielona na trzy części, wraz z praktycznymi poradami i zadaniami. Najbardziej zaciekawiło mnie w podsumowaniu 35 wskazówek, które ukazuje jak funkcjonować ze swoim własnym Ikigai.




Być szczęśliwym na Alasce

Przyznam szczerze, iż pierwsze strony mi bardzo słabo wchodziły. W pewnym momencie odłożyłam książkę i po prostu ona czekała. Czekała na moment, w którym ponownie ją wezmę i w jeden wieczór pochłonę. 

"Wszystkie zjawiska umysłowe, które zatruwają nam życie - lek, depresja, stres, nieśmiałość - wszelkie zmartwienia i niepokoje są po prostu rezultatem niewłaściwego myślenia, które możemy w trwały sposób zmienić, szybko i definitywnie, jeśli dowiemy się, jak to zrobić."

Książka pokazuje problemy z jakimi boryka się każdy z nas, w niezależnie jakim wieku. Co więcej, uczy jak zamieniać negatywne emocje w pozytywne. Ukazane są metody z psychologii poznawczej (której tak nie lubiłam na studiach!) a tutaj proszę - chłonęłam na momencie. 


Bądź pewna siebie

Autorka ukazuje bardzo ważną życiową kwestie, którą mnie przekonała mianowicie: poczucie własnej wartości. 
"Wszystko, co dzieje się w naszym życiu – sposób, w jaki działamy, planujemy, reagujemy, tworzymy relacje z otoczeniem – wynika z tego, w jaki sposób myślimy o sobie!"

Książka ukazuje bardzo wiele o nas samych. Gdy ją czytałam to można rzec "prześwietlałam całą siebie". Jak wiecie, nie jestem zwolenniczką poradników - jednak w tym znalazłam sporo ważnych kwestii, które każda z Was powinna dostrzec.


Magdaleny Witkiewicz chyba nie muszę Wam przedstawiać? Doskonale wiecie, że dzięki tej kobiecie pokochałam książki. Niespodzianką było w ostatnim czasie, dostać od samej autorki powyższą książkę która została stworzona wraz z Marzeną Grochowską

GPS Szczęścia, czyli jak wydostać się z Czarnej D.

"Jestem w czarnej dupie`. Słyszałaś to kiedyś? - Wiele razy? - No to wyobraź sobie. Przychodzę do ciebie i mówię, że jestem w czarnej dupie. Pewnie ryczę, znając mnie jem i nie mogę ci nic więcej powiedzieć, poza tym, że jestem w Czarnej Dupie, i że dla mnie to Koniec Świata. No i ja wtedy powiem ci, że kłamiesz, bo mieszkańcy wsi Koniec Świata doskonale wiedzą, że gdy jesteś w Czarnej Dupie, to to nie jest Koniec Świata. On jest dużo dalej. Czarna Dupa - miejscowość gdzieś na mapie życia."

Chyba każdy z nas miał takie dni, gdzie czuł że świat się zawala a grunt pod nogami się rozpada?  

Na przykładach z życia ludzi mieszkających w Czarnej D. autorki ukazują jak wiele zależy od nas samych. Dzięki książce, można powiedzieć iż otworzyłam się sama na siebie, na ludzi. Mimo tego iż jestem na prawdę bardzo pozytywną osobą (tak bynajmniej myślałam o sobie) to zauważyłam że mimo wszystko, potrzeba pracy - nad własnym myśleniem. Dbanie o własne szczęście, to nie egoizm i właśnie tego uczy ta książka. 

Książka jest cholernie "śmiechowa" w przekomiczny sposób ukazuje ważne aspekty życia.

 "(…) Bo ze szczęściem jest jak z zasięgiem. Czasem hula pełną parą, czasem je gubimy i wtedy jesteśmy bardzo nerwowi, czasem myślimy, że je mamy, a jednak je tracimy. Często to szczęście jest niezależne od nas – zdarza się tyle usterek, awarii, katastrof. (…) "

Ogarnij się!

Jak to moja mama powiedziała "wreszcie książka idealna dla Ciebie!" Idealna pod względem takim, iż uczy nas jak dopierać cele, realizować je mimo przeciwnościom losu - które jak wiemy, cholernie często się zdarzają gdy chcemy coś osiągnąć. Przyznam szczerze, gdy jestem na zakupach patrzę na różne produkty/ rzeczy których w głębi serca wiem, ze nie muszę kupować - przypomina mi się ta książka. Sami powiedzcie, genialny wpływ ma na nas samych! Autorka sama przyznaje, iż jeden poradnik nie zmieni wszechświata (za to cenię!) jednak uważam, że jak zmieni chociaż część jego to będę bardzo zadowolona.


Wszystkie perełki (oprócz GPS Szczęścia) dostałam od Wydawnictwa Muza, jestem im ogromnie wdzięczna ponieważ przesyłają mi same cudowności, przez które wstaję coraz częściej zaspana, spóźniona do pracy!








Kosmetyki mineralne: Lily Lolo



Z kosmetykami mineralnymi spotkałam się całkowicie przypadkiem, znajdując się na konferencji blogowej gdzie dostałam je w prezencie (inna marka) . Bardzo mnie ciekawiły od pierwszego użycia. I przyznam szczerze że, nigdy nie sądziłam że tak z nimi się polubię.

Dziś pragnę pokazać wam minerały marki Lily Lolo które dostałam jakiś czas temu od firmy Costasy i poświęciłam im znacznie dłuższą chwilę uwagi. 
Kosmetyki kojarzą mi się z subtelnością oraz świeżością, oznaczającą "im mniej, tym lepiej"

MGIEŁKA

Pierwsza na powyższym zdjęciu przedstawiona jest mgiełka utrwalająca makijaż. Jest to totalne dla mnie zaskoczenie a zarazem hit, z jakim nie spotkałam się przez kilka lat wstecz. Produkt ma bardzo dobry skład, który poprawia wygląd makijażu. Przyznam szczerze że jest to pierwszy produkt który faktycznie utrzymuje w dobrej formie mój makijaż przez cały dzień. Przy pierwszym psiknięciu wydawać się może iż jest ona bardzo ciężka na twarzy, jednak po kilku momentach można dostrzec że dość szybko się wchłania. Co więcej, nie śmierdzi jak większość utrwalaczy makijażu!

PODKŁAD MINERALNY - BLONDIE


Kolejny produkt, który mnie bardzo zaciekawił to podkład. Charakteryzuje się on tym, że:
  • nie zawiera drażniących substancji chemicznych, nanocząsteczek, parabenów, tlenochlorku bizmutu, talku, sztucznych barwinków, wypełniaczy, syntetycznych substancji zapachowych i konserwantów
  • jest bezzapachowy
  • zawiera naturalny filtr przeciwsłoneczny SPF 15
  •  jest wodooporny i niezwykle wydajny
  • posiada lekka, jedwabiście gładka konsystencje
  • dzięki możliwości aplikacji kilku warstw zapewnia doskonałe krycie, przy czym jednocześnie pozwala skórze oddychać
  • nadaje promienny wygląd cerze: podkłady mineralne Lily Lolo odbijają światło zmniejszając tym samym widoczność drobnych zmarszczek i przebarwień
  • 100% naturalny
  • może być używany przez wegetarian i wegan.


Brzmi ciekawie, prawda?
W swoim życiu, przetestowałam mnóstwo podkładów. Większość, która była opisywana, ukazywana jako bardzo dobra okazywała się przeciętna albo do kitu. Co więcej, do dziś nie znalazłam takiego który by mi chociażby w 80% odpowiadał. Wiem, że borykam się z problematyczną cerą, jednak na prawdę aż tak wiele od podkładu nie wymagam.

Zacznijmy od tego, co obiecuje nam producent:
"Dokładne krycie – od prawie niewidocznego, aż do pełnego krycia, podkład mineralny możesz nakładać warstwami.
Bezpieczeństwo i zdrowie – w skład kosmetyków Lily Lolo nie wchodzą sztuczne barwniki, drażniące substancje chemiczne, wypełniacze czy oleje mineralne. Polecane są one m.in. osobom o cerze problematycznej, trądzikowej i wrażliwej.
Naturalność – makijaż mineralny wygląda naturalnie i jest prawie niewyczuwalny na skórze
Trwałość -  makijaż mineralny długo utrzymuje się na skórze oraz jest praktycznie odporny na wodę i pot.
Ochrona przed słońcem – podkłady mineralne Lily Lolo zostały przebadane pod kątem ochrony przed słońcem jaką zapewniają. Ich faktor SPF to 15.
Pożegnaj się z ciężkimi czy kleistymi podkładami i przyłącz się do mineralnej rewolucji."

Wyglądem prezentuje się bardzo dobrze. Widać że pudełeczko dopracowane jest pod każdym kątem. Przed zastosowaniem produktu, obejrzałam sporo filmików oraz poczytałam kilka rad, jak dobrze zaaplikować. Co więcej, do aplikacji użyłam specjalnego pędzla (który pokaże poniżej) kabuki. Odcień który wybrałam widnieje pod nazwą Blondie. Aby efekt był zadowalający należy stopniowo nakładać warstwy.

Efektem końcowym była na prawdę ciekawie wyglądająca twarz, jednak przy aktualnym stanie mojej skóry nie mogę sobie pozwolić na jego kontynuacje przy codziennym makijażu. Najpierw muszę wyleczyć się z wszelakich dolegliwości, a później dalej się na nim skupić-  dlatego wiem że jeszcze do niego wrócę.


RÓŻ PRASOWANY


Podkreślenie policzków, jest ważnym elementem makijażu. W tym przypadku prasowany róż sprawdza się jak najbardziej! Bardzo dobrze rozprowadza się po skórze, pozostaje na niej na kilka godzin a co więcej, w opakowaniu wygląda inaczej niż na twarzy. Wydawać się może, że jest dość mocny, wyrazisty, jak to moja mama powiedziała "sztuczny", jednak na skórze po rozprowadzeniu, wygląda obłędnie.
Także wielkie brawa!


ROZŚWIETLACZ - STAR DUST


Bardzo wydajny. Takim zdaniem określiłabym powyższy rozświetlacz STAR DUST, który w lepszej okazałości można dostrzec na pędzlu (zdjęcie wyżej). Wystarczy dosłownie odrobinka aby rozświetlić twarz. Przyznać muszę że nawet częściej używam go jako cień do powiek, bo jest po prostu bardzo dobry. Więc jest to kolejny kosmetyk mineralny, który na prawdę mnie zadowolił.


Cena produktów łącznie to: 407zł


PODSUMOWANIE:
Czy mogłabym używać tylko i wyłącznie minerałów? Sądzę że nie, jednak nie jestem na etapie ograniczania się tylko do jednego. Są bardzo ciekawe, dzięki nim można rzec iż poznaję swoją skórę, przykładam znacznie większą uwagę i dokładność do makijażu. Jednak chyba nie potrafiłabym tak codziennie ich stosować. Czasami w zabieganiu, zdążę nałożyć podkład firmy XXX, pomalować rzęsy i wsiadając do samochodu nałożyć pomadkę a w przypadku powyższych produktów, potrzebny jest czas.
Nie mniej jednak, skład jaki posiadają produkty idzie w parze z tym że staram się poświęcać czas powyższym minerałom. To na prawdę rewelacja dla skóry.



Hybrydowy zawrót głowy


Kochane kobietki, bo to do Was ten post jest dziś skierowany. Hybrydowy zawrót głowy opanował i mnie. Od kilku miesięcy sama tworzę je na paznokciach. Jest to dla mnie przede wszystkim zaoszczędzenie pieniędzy, gdzie średnio co miesiąc płaciłam 50zł za manicure, miło spędzony twarz, tworzenie, a także.. nauka cierpliwości!


Pragnę wam pokazać marki, które polecam, stosuję i podpisuję się pod nimi obiema rękami. Pokażę również jedną, którą nie polecam. Dawałam jej mnóstwo szans, ale niestety.

Więc, zaczynamy...


CHIODO 


O niej już kiedyś pisałam. Możecie coś więcej zobaczyć TUTAJ.
Niemniej jednak, polecam markę Chiodo. Lakiery są na prawdę dobre, nie tworzą prześwitów a także bardzo fajnie się rozprowadzają. Myślę, że warte swojej ceny.


PIERRE RENE


Tej marce, dawałam wiele szans. Piękne kolory, buteleczki również niczego sobie. A efekt? Masakra... Jedna, wielka, masakra. Każdy z odcieni próbowałam - w jasnych kolorach, zlewanie i prześwity, w ciemnych - to samo. W gruncie rzeczy, myślałam że tylko przy żółtym muszę położyć 5 warstw. Jednak przy ciemniejszych takich jak np. Iron - to samo. Marka wyglądała obiecująco. Jednak totalnie odradzam, nie warta przyznam szczerze nawet 5 zł.

Jednak, mam dla was miłe zaskoczenie!


ROSALIND


Powyższe produkty, to totalne odkrycie! Aliexpresowe łupy, skończyły się tym, iż czekam na kolejne 10 kolorów! Jestem w nich zakochana! Jedna mała buteleczka, to koszt ok. 3.60zł! - jednak jak wiadomo,  na paczkę można poczekać aż miesiąc! Wiem, że niektóre firmy sprzedają je w Polsce za ok 6-8zł. I wiecie co? są warte nawet 30zł! Dwa krycia, czy to jasny czy też ciemny i... idealne!

W tym przypadku, najbardziej stawiam na firmę Rosalind!



Pokażę wam jeszcze pyłki, których jestem zwolenniczką. Dwa ze zwykłego sklepu (biały i niebieski) - uwielbiam! Oraz trzy od firmy Neess, z którymi równie dobrze się polubiłam.


Kobietki, robicie sobie hybrydy? Jakie firmy używacie? co polecacie, a co nie?



Francuski dotyk delikatności, czyli Roge Cavailles


Pielęgnacja skóry, to lada wyzwanie, zaś problematycznej, to już wyczyn. Z pomocą przyszła do mnie francuska marka Roge Cavailles, dzięki której poczułam delikatność, o jaką dawno się domagałam od innych dermokosmetyków.

Od marki,
Jeśli masz wrażliwą skórę, Twoim priorytetem staje się odpowiednia pielęgnacja, ochrona i złagodzenie podrażnień. Ale właściwa pielęgnacja wrażliwej skóry nie znaczy wcale, że nie można czerpać z niej przyjemności!

Z Rogé Cavaillès dajesz swojej skórze właściwą ochronę, na którą zasługuje, jednocześnie zapewniając ucztę swoim zmysłom!
Produkty Rogé Cavaillès zawierają w sobie unikalne połączenie niedrażniących składników dobranych do potrzeb wrażliwej skóry oraz przyjemną konsystencję i zapach.
I muszę przyznać, tak też właśnie jest. Produkty które znajdują się w kategorii dermokosmetyków - pachną pięknie! A przyznam, nie spodziewałam się. Rozpieszczają moje ciało, pobudzają zmysły, a także czuć w nich "francuską nutę".

DEZODORANT ABSORB+ 48H


W tym małym pojemniczku, znajduje się taka moc które chroni aż do 48h. Ma on za zadanie pochłaniać 5 razy więcej wilgoci niż talk. Pozbawiony jest wszelakich parabenów oraz alkoholu. Tak mi się przypomniało, pierwszy jaki miałam dezodorant w życiu, był tak nasączony alkoholem, cholernie piekł że przez wiele...wiele lat nie mogłam się do innych przekonać - ale to tak nawiasem mówiąc :)

Produkt bardzo dobrze się u mnie sprawdził, mimo iż rzadko stosuję w formie kulki - uważam, iż dobrze było do tej metody powrócić. Jest delikatny a także subtelny. Ważne dla mnie jest to, że nie podrażnia skóry. Wiele razy spotykam się z tym, że skóra pod pachami jest przesuszona po stosowaniu dezodorantów, jednak w tym przypadku tak nie jest. Wielki plus!

OLEJEK DO KĄPIELI I POD PRYSZNIC


Ajajajajajajjjjj... ten zapach za mną chodzi i chodzi. Aktualnie już prawie cała buteleczka stoi zużyta. Nie mogę się przed nim powstrzymać, wiecie? Serio! Wcale nie ściemniam, ale to mój obowiązek przy każdej kąpieli. Moja skóra po nim jest rewelacyjnie miękka oraz...jak już wiecie, pachnąca.


ODŚWIEŻAJĄCY ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ


Powyższy produkt, wzbudził we mnie spore zainteresowanie. "Jego składniki zamknięte w mikrokapsułkach stopniowo uwalniają odświeżające ekstrakty z mięty, aby zapewnić świeżość, komfort i dobre samopoczucie przez cały dzień. Wyjątkowo delikatna formuła chroni wrażliwą równowagę błon śluzowych."
Jest to produkt, bez mydła oraz parabenów. Cieszy mnie fakt, iż nie jest o intensywnym zapachu, gdyż jest stosowany do miejsc intymnych. Żel zdecydowanie łagodzi i koi miejsca które bywają podrażnione. Zauważyłam że nie wysusza, lecz wręcz przeciwnie lekko nawilża - z czego ogromnie się cieszę!

ULTRABOGATY OLEJEK MYJĄCY - DERMO U.H.T

 
Produkt wyglądem już przykuwa uwagę. Specjalnie opracowany dla skóry suchej i wrażliwej, czyli takiej jaką posiadam. W sposób wygodny aplikuje się go na ciało czy też twarz. Jest dość lejący oraz dobrze się pieni na skórze. Zauważyłam iż skóra jest po nim delikatna i odświeżona. Jestem skłonna stwierdzić iż dobrze wpłynie na problemy skóry atopowej.


DELIKATNOŚĆ,
Tym słowem pragnę podsumować wszystkie produkty marki Roge Cavailles. Francja zawsze kojarzyła mi się z subtelnością i delikatnością, dlatego nie dziwię się że marka właśnie tam powstała. Są to produkty, które sprawdzą się (na prawdę!) w przypadku suchej, problematycznej skórze. Stosuje je już kilkanaście dni i muszę przyznać, że rewelacja. Jak wiecie, potrafię sporo powiedzieć na temat kosmetyków, dermokosmetyków i nie tylko, gdy ktoś (marka,firma) wciska totalny kit. Jednak tutaj, nie mam się do czego przyczepić.


A czy wy, znacie produkty tej marki?


Nic się nie stało, ze zawaliłeś.

Nie raz nie dwa, zawaliłeś. 
W pracy, szkole, życiu osobistym. To nieuniknione, wiem - bo sama zawaliłam. Każdy z nas zawala, jednak nie każdy potrafi się do tego przyznać. 
A jak już się przyzna, nie potrafi zrozumieć że "trudno, trzeba to wszystko ogarnąć!"


Od kilku dni, starałam się napisać posta - po tak długiej przerwie, nie wiedziałam jak zacząć, od czego. Może coś kosmetycznego? przepis? a może eventy na których byłam ostatnio? Zaczynałam, jednak nigdy ich nie kończyłam. Dlaczego? bo pierwszy wpis, po takiej przerwie powinien być o tym, co się na prawdę działo. A działo się to, że zawaliłam.

1. Dałam się ponieść emocjom, problemom które wzięły górę a ja nie potrafiłam wrócić.
W ostatnim czasie zmarła mi bardzo bliska osoba, śmierć spowodowała że nie potrafiłam nic wykrztusić tutaj, na blogu. Żyłam w social - mediach, jednak wszystko co tutaj chciałam pisać, kończyło się totalną wtopą.  Zaczęłam zarówno uciekać od problemów otaczających mnie. Wiele spraw zawaliłam, uczelnianych, blogowych i nie tylko. Co więcej wiem, że byłam okropna. Wypowiedziałam za wiele przykrych słów bliskim mi osobom.
Jednak, gdy problemy chciały mnie pokonać, powiedziałam STOP.

„Czasami ludzie pozwalają, by jakiś problem przytłaczał ich przez lata, kiedy po prostu mogliby powiedzieć: "No i co z tego?"..."     -Andy Warhol

Pamiętaj, " NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO" - nie pozwól aby stało się tak, ze wczorajszy dzień będzie określał Twoją teraźniejszość. Każdy coś zawali, każdy popełnia błedy, jednak warto potrafić z nich wybrnąć, bo.. nigdy nie jest za późno. Warto mieć tego świadomość, dać sobie kilka dni a nawet i miesięcy. Dobrze jest mieć świadomość iż nie możemy zmienić tego co przeżyliśmy, powiedzieliśmy, postąpiliśmy, ani tego co nam się przydarzyło jednak możemy zmienić sposób w jaki zmierzymy się z tym co nadchodzi. I ja, powoli się zmierzam.


2. Okłamywałam siebie, no i wyszło...
Mówiłam sobie co jakiś czas, tak dziś to zrobię. Wiele rzeczy, przykładowo dokończę pracę licencjacką, przecież gdy tego nie zrobię znów będę w ciemnej D., ustawiałam nawet przypomnienia, starałam się prowadzić kalendarz, co? gdzie? o której? Praca, uczelnia, spotkania - wszystko na tip top, ale... sorry memory, przecież ja tak nie potrafię, pracuję nad tym, ale jeszcze nie potrafię być systematyczną.

"Można okłamać cały świat, nauczyć się roli Supermana, kreować swój obraz za pomocą markowych ubrań, butów i gadżetów, zmusić ludzi do podziwu, szacunku i posłuszeństwa, ale własnej duszy nie da się oszukać. Musisz wiedzieć kim naprawdę jesteś. Musisz znać swoje marzenia. Musisz wiedzieć dokąd zmierzasz i po co. Musisz żyć w zgodzie z samym sobą. W przeciwnym razie dusza nie da ci spokoju." - Beata Pawlikowska

Kłamstwo zawsze wyjdzie, prędzej czy później. U mnie było to dość szybko, bo sama w głębi duszy zdawałam sobie sprawę że się nie zmobilizuję, bo zawsze było "to coś ważniejsze", to coś przez które wiele się w życiu zawala (pomijając już ten błahy powyższy przykład). Możesz zawalić wiele, nie dopilnować spraw, nie ogarnąć czegoś z własnej winy. Zawsze miej świadomość że to Ty zawaliłeś, nie okłamuj siebie. Napraw, zrób tak aby było dobrze. Nie żyj w przekonaniu, że to przez przypadek. Przez przypadek możesz zajść w ciążę, a nie zrobić pizze.

3. Marnowałam swój czas, nie było mnie tutaj.
Wiele zmarnowałam! Z biegiem czasu gdy przemyślałam, ile niepotrzebnych momentów, chwil które mogłabym na prawdę dobrze spożytkować przyprawia mnie aż o ból piersi! Nie poświęcałam czasu, na to co mnie relaksuje, pasjonuje. A to było złe, cholernie złe.


"Czas jest jak stary, łysy oszust" - Stephen King

Wiem że i Ty marnujesz, bo każdy z nas marnuje. Ale, czy aby nie za często? czy skupiasz się nad tym co sprawia Ci przyjemność? czy czas, który według Ciebie jest marnowany, musi być zmarnowany (bo takie też są, czytaj: studenci na wykładzie) jest dobrze użytkowany? bo OCZYWIŚCIE, że się da. Da się dobrze, przeżywać czas który nas otacza. Wiesz, że z dnia na dzień pula twojego czasu na tej planecie jest ograniczona? Więc warto ją wykorzystać. 



Zawaliłam, nie raz, nie dwa. 
Jednak wiem, że każdy tak zwany "upadek" jest okazją do nauki. 
Dzięki niemu, zdobywamy większy wgląd w siebie, 
bierzemy większą odpowiedzialność za nasze życie. 
Dobrze jest mieć tego świadomość i się przyznać, przed samym sobą. Ja to robię również i przed wami. Bo... nie zawsze jest tak kolorowo jak ukazane są zdjęcia w social - mediach. Jak wiecie, "ten świat" staje się coraz bardziej wyidealizowany. Coraz więcej kitu, słodkości, że aż ślina leci na samą myśl. Jednak warto mówić o tych innych aspektach naszego życia, tego co nas otacza, co nie zawsze jest kolorowe.

A mi, aż lżej! Już wiem, że dzięki temu wpisowi, wracam do was!

"Lepiej być nienawidzonym za to kim jesteś naprawdę,  niż kochanym za to, kogo udajesz" -Andre Gide



Na mój maływielkipowrót, informuję was o konkursie, który odbędzie się jutro (17.05.2018)  na instagramie
Do wygrania...książka "Ogarnij się!" - Sarah Knight (nie bez powodu, dzisiejszy wpis)





Chlebek bananowy z orzechami PECAN.


Przyznam szczerze, że do upieczenia chlebka bananowego skłaniałam się już wiele miesięcy! Jednak zawsze to nie było czasu, chęci, składników i tak dalej... jednak czas na niego nadszedł tuż w sobotę wielkanocną. Jedni piekli babeczki, murzynki i nie tylko - ja, chlebek bananowy z orzechami pecan. I właśnie dzis, przychodzę do was z przepisem, który jest banalnie (chciałam napisać bananowo) prosty!



Potrzebujesz:

  • 4 dojrzałe banany
  • pół szklanki cukru (lub mniej, w zależności kto jak woli)
  • 1 saszetkę cukru wanilinowego
  • 75g. roztopionego masła
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1.5 szklanki mąki pszennej
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • orzechy pecan - tyle ile preferujesz, ja wzięłam dwie garstki jednak było to stanowczo za mało
Sposób przygotowania:

W naczyniu rozgnieść banany (nie na papkę, ale na papko podobne) wraz z masłem. Następnie dodać cukier, jajko i  saszetkę cukru wanilinowego. Na sam koniec wymieszaną mąkę z sodą i  solą - wrzucić do naczynka i razem wymieszać.

Ciasto przełożyć do foremki (wysmarować je masłem lub margaryną przed włożeniem). Piec przez ok 40-50 min w temp. 170 stopni, lub krócej w zależności od tak zwanego wcześniejszego utwardzenia.

Mój chlebek dość szybko urósł - w niecałe 40 minut. Najlepiej smakuje tuż po lekkim ostudzeniu, gdzie środek jest jeszcze cieplutki. Z talerza znika w błyskawicznym tempie!

Polecam!


Daj mi 10 minut, a pokażę Ci dobre, tanie produkty do tworzenia manicure hybrydowego!


Piękne, słoneczne, powoli świąteczne południe jest wprost idealne na stworzenie paznokci. Bez pośpiechu, przy spokojnej muzyce, mogłam się skupić na tym, co bardzo polubiłam w ostatnim czasie.
A mianowicie, na tworzeniu manicure hybrydowego!

Nigdy wcześniej, nie pomyślałabym że będzie we mnie tyle spokoju i skupienia, aby samej sobie robić. A jednak!?... życie zaskakuje!



Powoli zaczynam komplementować szafeczkę z produktami potrzebnymi do tworzenia hybryd. Jednak ostatnio przy pomocy w wyborze koloru bardzo mi pomógł sklep Camellia  przygotował dla mnie dwa piękne odcienie, inspirowane przez Edytę Górniak! Do tego, niezbędny przy tworzeniu hybryd: top oraz bazę, a także dodatki takie jak: waciki bezpyłowe, aceton, blok polerski, pilniczki + brokat.



Sklep charakteryzuje się bardzo szybką i sprawną wysyłką! Na dodatek, utrzymuje kontakt z klientem - z pewnością pomoże w wyborze, skomplementuje zestaw startowy. Co więcej, cena za tak piękne i trwałe kolorki jest... powalająca! Za lakier hybrydowy zapłacimy już od 15.90zł!


Paznokcie zostały wykonane kilka dni temu, aby z czystym sumieniem napisać wam polecam, czy też nie. Powoli odrost się robi, a kolor? Nadal nienaruszony! Sklep doskonale wiedział, jakie dobrać dla mnie dwa kolory. Wprost na nadchodzące lato! Odważne, z pazurkiem!

Zapewne większość z was wie, jak się wykonuje manicure hybrydowy - dlatego ten krok sobie podaruję. Jeśli byłaby taka potrzeba, dajcie znać - zrobię osobny wpis!

Ale, wiecie co w tym wszystkim jest najfajniejsze?

...że, lubię dobre podejście do klienta. I takie właśnie podejście ma sklep Camellia. Jeśli chcecie zacząć przygodę z paznokciami hybrydowymi lub szukacie niezbędników do ich tworzenia - odsyłam TUTAJ. Fachowcy na pewno pomogą a ja? będę się cieszyć! bo za takie ceny, warto&warto&warto!

Jak zniszczyć związek? - kilka rad


Jeśli jesteś ze mną na bieżąco, zapewne zauważyłeś że pojawił się wpis Jak schrzanić sobie życie?
Tym razem, idę cios za ciosem - Jak zniszczyć sobie związek?

Przed Tobą kilka kroków dzięki którym zniszczysz swój związek, nieświadomie (jeśli robisz to świadomie - gratuluje odwagi, współczuje głupoty)

To więcej niż pewne, iż kierując się tymi zasadami doprowadzisz do ruiny.

1. Oczekuj od swojej połówki aby była idealna

Oh, mój mężczyzno - gdybyś okazywał mi tak uczucia jak Edward Belli ze Zmierzchu, albo gdybyś mnie tak zaskakiwał jak Grey Anastasie z 50 twarzy Greya. Przecież ich życie.. takie idealne!
 Tylko pamiętaj, powtarzaj mu to ciągle, nie raz w miesiącu bo przecież to nie poskutkuje. Powtarzaj codziennie, że chciałabyś aby był taki i taki, ma zrobić to i to bo przecież... musisz mieć idealną połówkę!

Oh, moja kobieto - gdybyś mogła zjeść sałatkę a nie burgera bo popatrz ta Pani z gazety ma nieskazitelne ciało - na pewno je sałatki! Masz zmienić fryzurę, ubierać się inaczej, charakter musisz poprawić bo brakuje Ci jeszcze do tego, abyś była idealna - a przecież musisz!

2. Mów, co ma robić.

Nieważne, że jego marzeniem jest wydane własnej płyty. Od czasu do czasu gra na gitarze, ale po co mu to? Niech zajmie się czymś ważniejszym, lepszym niż zbędnym zbieraczem kurzu. Miał czas przed ślubem. Teraz sprawy są ważniejsze, a ja decyduje za to co on ma robić!
Wskazówki?
Najlepiej powiedz mu że nie potrafi grać, jest kiepski a kto ma to zauważyć jak nie Ty?

Jesteś kobietą, twoim obowiązkiem jest utrzymanie domu, siedzenie z dziećmi, zrobienie obiadu i ani słowa, że chcesz się spełniać życiowo. Jaki rozwój osobisty? Jaka kariera? Jakie wyjścia integracyjne? Czy Ty nie wiesz, że to ja - mężczyzna, mam Ci mówić co masz robić?
Wskazówki?
Patrz, Zośka z drugiego piętra jaka kochająca żona, codziennie inny obiad, dzieci na czas w szkole a Ty co? Przecież nie możesz być gorsza!

3. Porównywaj go/ją do innych.

A... gdybyś był taki jak Wojtek, potrafi zrobić to i owo, ma pracę taką i owaką a na dodatek jest taki i .. (nasuwa mi się słowo: sraki) ale napisze owaki.

A... gdybyś była taka jak Kasia, ona to dopiero potrafi... taka kobieta to skarb... nie to co...Ty?

Wskazówki:
Porównuj, jak najwięcej porównuj do innych, z czasem zobaczysz że Twoja połówka nie wytrzyma, powie: "w takim razie znajdź sobie takiego Wojtka/ taką Kasię!"

4. Graj

Gierki zawsze się sprawdzą, nie tylko w podstawówce. Nawet gdy dostrzegasz swój błąd to nie przepraszaj. Godne polecenia są też ciche dni, nie odzywaj się - przecież on ma zadzwonić!

Nie zaszkodzi gdy wspomnisz o nowej, ładnej koleżance z pracy. Wzbudzaj zazdrość, tylko nie raz na jakiś czas. Przypominaj o koleżance w każdej możliwej sytuacji.

5. Kontroluj na bieżąco

Czerwona sukienka, szpilki? Na pewno idzie na zdradę. Wyślij swojego sprzymierzeńca do miejsca gdzie Twoja ukochana ma się spotkać z przyjaciółkami, nie ważne że jest to salon kosmetyczny. "Ufam, lecz kontroluję" - serio?

A może w telefonie znajdę coś ciekawego? To nic strasznego, zaglądać partnerowi do telefonu.  Przecież robię to w dobrej wierze więc nie mogą pojawić się jakiekolwiek wyrzuty sumienia.


Bardzo łatwo jest zniszczyć związek. To tylko pięć podpunktów, jednak w życiu jest ich o wiele więcej i wyglądać mogą nieco inaczej. W błahy sposób chcę Ci pokazać, że warto zwracać uwagę na takie błędy i je eliminować. Sama, nie raz nie dwa złapałam się na kilku sytuacjach które kierowały się ku negatywnym skutkom związku. Związku, który jest na prawdę stabilny, silny i dobry.
Czasami po prostu nie dostrzegamy tego, że w jednym zdaniu może się kryć studnia bez dna, a później?
Później może być już za późno...

Dobrze jest poczuć prawdziwy smak czekolady!


Życie jest za krótkie, aby jeść kiepską czekoladę. Więc zaczynam moją przygodę z renomowanymi czekoladami z Manufaktury Czekolady.

Jeszcze kiedyś, nie zwracałam aż tak uwagi na składy, etykiety a nawet firmy. Jednak świat brnie do przodu, a my - nie ukrywając jesteśmy nawet trochę zmuszeni aby spoglądać na to co kupujemy.

To jest ważne, uwierzcie.



Dziś pragnę Wam pokazać czekolady na które warto zwrócić uwagę. Warto spróbować, nawet kawałeczek - który uwierzcie, pozwoli poczuć ich prawdziwy smak.

Smak czekolady, produkowanej bezpośrednio z ziarna kakaowca.


Lubię poznawać nowe smaki. Zawsze staram się, gdziekolwiek bym nie była czy to u nas w Polsce, czy za granicą próbować coś nowego. Dziś skupiam się na naturalności. Naturalności czekolad, które produkowane są niedaleko od mojego miasta.


Czekolady które miałam przyjemność skosztować, to:

  1. Ghana + prażone ziarno kakao
  2. Grand Cru z Dominikany
  3. Grand Cru z Peru
Każda z nich, przypadła mi do gustu.
Mimo iż z czekoladą gorzką rzadko spotykam się w swoim życiu to swoim smakiem mnie zaskoczyła. Ghana wraz z kawą którą piłam stanowiła bardzo dobre połączenie. Wyraźnie widoczne kawałki prażonego ziarna na tabliczce od razu mi posmakowały. Grand Cru z Dominikany, najbardziej mnie ciekawiła. Jej smak był taki... inny? Wyczuwalna gorycz z nutami cytrusowymi - ssałam, ssałam aż musiałam wyczuć ten posmak! Grand Cru z Peru, jeden z bardziej intensywnych smaków wypadł pozytywnie w moich kubkach smakowych.
Czekolady, mają ogromny dla mnie plus za to że nie posiadają żadnych sztucznych dodatków ani konserwantów.

Staranność przygotowania każdej tabliczki, formy czekolady mnie urzekła. Widać, że jest to robione z pasją. I wiecie co? Mogę płacić złotem, za coś co wiem że jest starannie, dobrze i zdrowo przygotowane.




Jeden kawałek czekolady, dokładnie jeden pozwolił mi czuć jej smak przez pół dnia. Czułam go ja, moi znajomi a także rodzina. Czułam się pełna i spełniona słodkościami, uwierzysz?



Nie obyłoby się bez czekolady do picia! Z dodatkiem mleka, powstaje pyszna czekolada na gorąco. Powstała z kolumbijskiego ziarna kakaowca typu Trynitario. O intensywności, nie będę kolejny raz wspominać i się powtarzać ale jedna filiżanka dała mi kopniaka takiego jak nie jedna kawa! Warto dodać, że czekolada jest nierafinowana, czyli zachowuje znacznie sporą część swoich wartości naturalnych a na dodatek poprzez jej rozpuszczenie widać w mleku drobinki ziaren kakao.

Lubię zwracać uwagę na pudełka, czcionki, design. Poniższe totalnie mnie urzekło. Dawno nie spotkałam się z tak fajnie ukazaną formą czekolady do picia.



Dla nich możecie mnie udusić, zabić, poćwiartować. Przysłowiowe "niebo w gębie" z wiśniami. O tak, właśnie tak bym ją nazwała! Bardzo cieniutka czekolada deserowa jest moim numerem 1. Gorzkie nuty przełamane są kwaskowatym smakiem wiśni.

Właśnie kończę ostatni kawałek, a obiecałam lubemu że mu zostawię!



A może czas na draże czekoladowe!? Imbir w czekoladzie deserowej - przyznam się bez bicia, nie przepadam za samym w sobie imbirem. Dawałam mu wiele szans, ale wszystkie kończyły się na nie. Jednak tym razem, muszę stwierdzić że połączenie czekolady i imbiru jest bardzo ciekawe. Śmiem twierdzić, że przełamałabym się do niego tylko w tym przypadku!


Nie jestem wielką znawczynią z tej kategorii. Smakuję, poznaję i umacniam się w stwierdzeniu że czasem warto kupić, spróbować i zapłacić za coś wartościowego niż za półprodukty.

Moje słowa mogłyby ukazać wam się zbędne i powiedzieć, przecież "tak wiele jest naturalnych czekolad, firm które je tworzą", jednak... czy inne firmy mają też takie wyróżnienia na swoim koncie?



Chocolate the Reference Standard - wyróżnienie za najlepszą czekoladę Ghana na rynku światowym.

Academy of Chocolate Awards 2016 srebro dla czekolad Ghana Grand Cru i Johe.

Academy of Chocolate Awards 2017 brąz dla czekolady Porcelana.


 


Na koniec muszę dodać. Chłopaki robicie genialną robotę! Coś dobrego, zdrowego... można rzec "prawdziwie nie tuczącego" (czyli brak zmartwień na pojawiające się boczki), intensywnego, dającego powera na cały dzień.  Wielkie gratulacje!

A wam, kochani polecam wypróbowanie. Uwierzcie, zmieni wam się całkowicie pogląd. Daję sobię rękę uciąć że zobaczycie różnicę miedzy czekoladami z Manufaktury a czekoladami z XXX.

Można je zamówić na stronie esklep lub w niektórych sklepach w Polsce.